| | | | |   | | | Something Good Can Work (The Twelves Remix) Two Door Cinema Club Somthing Good Can Work | | | Kitsuné Music | | | To takie bardzo indie i hip, nadal na czasie, ten charakterystyczny bas, wokal i skoczność. Muzyka tej ery, w której wszyscy chłopcy mają takie same fryzury, dziary na przedramieniu i okulary z grubą czarną oprawką są takie popularne, wąsiki i te sprawy. Nasza wspołczesność!
Mimo wszystko. To ten klimat Holy Ghost!, który świetnie mi wchodzi d...zisiejszego południa i nie tylko. Jeśli zatem Twoj dzien jest za nudny i za powolny, wrzuć to na ruszt! |
| | | tg | | | Komentuj [2] | | | | | | | | |   | | | Heats Kamp! Heats | | | Brennnessel | | | Wszystko wskazuje na to, że za kilka miesięcy będziemy świadkami najciekawszego debiutu roku. Każda kolejna produkcja, którą uwalnia łódzko-wrocławskie trio Kamp pokazuje jak zgrabnie łączyć nieco ambitniejsze taneczne brzmienie z popem mogącym latać na rotacji w stacjach radiowych. Mająca wczoraj (26.05) premierę EP-ka „Heats” ujawniła twarz ze...społu jakiej dotąd nie byliśmy świadomi. Tytułowy utwór „Heats” to w zasadzie leniwa romantyczna ballada godna Sebastiana Tellier. Nie mam wątpliwości, że gdyby ten opatrzony wokalem przypominającym Roberta Smitha z The Cure utwór swoją premierę miał w latach 80-ych dziś byłby już klasykiem. Mnie osobiście razi przesłodzone brzmienie klawiszy (i nieszczęsny finał piosenki jednoznacznie kojarzący się z dźwiękiem zamykania systemu Windows), ale wciąż powtarzam sobie, że to taka konwencja i każdy detal brzmi tak jak powinien. Z kolei „Distance of a modern heart” to już regularny Kampowy hit. Do śpiewania i tańczenia.
Najważniejszego jednak na „Heats” nie słychać, a widać dopiero na koncertach. Kampi zrobili tą epką kolejny krok w przód bowiem w ich kompozycjach jest już coraz mniej programowania, a na pierwszy plan wysuwa się pierwiastek ludzki. Wszystko to ma duże znaczenie w kontekście wspomnianego debiutanckiego krążka. Wydaje mi się, że Kamp będzie raczej kierował się w stronę takich właśnie jak „Heats” popowych piosenek, pozostawiając rozbudowane wybuchające taneczną energią aranże na koncerty. Jednak to już są detale, bowiem chłopaki mają talent do pisania chwytliwych melodii, są skromni i sympatyczni, a zespołów z takim potencjałem na naszym rynku brakuje. Drzwi są w zasadzie uchylone, trzeba tylko odpowiednio silnie je pchnąć. Czekamy zatem na debiut.
Download EP-ki ze strony netlabelu Brennnessel. |
| | | małyTe | | | Komentuj [5] | | | | | | | | |   | | | Heaven Is In Your Mind Alive! Call It Jazz | | | Redwood | | | Kawałek ten poznałem dzięki składak-mixowi DJ Mitsu The Beats "Another Roses", będącym suplementem do genialnego "28 Roses". Nie wiem jak to możliwe, ale dla mnie suplement kładzie na łopatki swoją najważniejszą część.
A momentem kulminacyjnym tegoż suplementu jest dla mnie cudownnie uroczy utwór "Heaven Is In Your Mind". O tymże kawałku znale...źć informacje trudno. Tyle, że pochodzi z albumu live grupy Alive! "Call It Jazz" i został napisany przez June Millington. O dziwo, jest to jakiś rare, bo ciężko znaleźć ślady o tej płycie w sieci. Tyle, że rare niespecjalnie ceniony, bo na discogs chodzi po osiem dolców. Na czym polega magia tego kawałka, radzę sprawdzić samemu na odsłuchu z YouTube. Radzę jedynie poczekać na boogie, które się zaczyna w okolicach 2:45... |
| | | jfk | | | Komentuj [1] | | | | | | | | |   | | | Apariencias Setenta Apariencias / Sonrisa 7'' | | | Hot Casa | | | Miły, szlachetny i bezpretensjonalny kawałek z latynoskim zacięciem i funkowym, tanecznym groove’m. Do zabawy i do relaksu totalnego. Jego tytuł to „Apariencias”, a nagrał go siedmioosobowy zespół Setenta z Paryża. Świeżutka, bardzo ładnie wydana siódemka już jest dostępna w wiadomych, znakomitych polskich sklepach winylowych, a także pod m...ailem joteff[at]jazzmentalism.com. A nagrania zgromadzone na niej są jedynie pysznym starterem przed premierą pełnowymiarowego albumu grupy. Jara się tym sam Amir (Kon pewnie też), jest na co czekać! |
| | | jfk | | | Komentuj [2] | | | | | | | | |   | | | Feelosophy / Hide Your Face Sonar Soul n/a | | | Funky Mamas And Papas | | | Na szóstym już wydawnictwie dobrze znanego czytelnikom Diggina labelu FMAP, debiutuje projekt Sonar Soul. Niewątpliwie premiera, której przegapić nie wypada.
Singiel obdarzony jest charakterem dość hybrydowym. Z jednej strony usłyszycie bujającą balladę "Hide Your Face". Opartą na połamanym i oszczędnym jednocześnie rytmie. Bębnach przetaczają...cych się nieśpiesznie po rozkołysanych partiach klawiszy, do których dorzucony został, nadający nagraniu pewnej lekkości flet. Znajdzie się tu także miejsce na pewien bliżej niezidentyfikowany elektroniczny ornament i dyskretny skrecz. Całość zgrabnie dopełnią ciepły wokal Nuno i charyzmatyczny rap Sir Square Blaq. Nie inaczej jest w przypadku "Feelosophy". Tutaj syntezatorowe tło stanie się pewną osnową, towarzyszącą przy odsłuchu przez całą długość trwania tego jointa. Dalej nie będzie jednak tak ascetycznie - na to elektroniczne tło położony zostanie gęsty bit, który uzupełni gitarowy sampel, smyczki i, jak w przypadku "Hide Your Face", dopowiadający swoją wersje historii, kształtujący ostatecznie charakter kompozycji zarazem, sowizdrzalski flecik. Tu za mikrofonami usłyszymy The Square Black Frames.
Uprzedzając sugestie jakoby rekomendacja ta formą koleżeńskiej przysługi była, po odsłuch zapraszam na stronę Twojego ulubionego sklepu z woskiem. Warto. |
| | | en2ak | | | Komentuj [1] | | | | | | | | |   | | | Tabloids (Machine Drum Remix ) Jesse Boykins III The Beauty Created | | | NomaDic MuSic | | | Jeśli znudziło Ci się chwilowo disco, wszędobylskie indie, czy groźny dubstep, jeśli masz ochotę na powrót do przyszłości w stylu Dwele - Victer Duplaix - Jazzanova. Zrób sobie wycieczkę do starych czasów, kiedy słuchałeś(aś) jeszcze nu-soulu i tych wszystkich odmian i odnóg, zanim wpadłeś(aś) w rytm codziennego podążania linków na facebook'u.
...
Posłuchaj "Tabloids (Machine Drum Remix)", w wykonaniu chowanego w Kingston Jesse Boykins III. |
| | | tg | | | Komentuj [0] | | | | | | archiwum Traki | |
| | | | | |   | | | Bonobo Black Sands | | | Ninja Tune | | | Dawno nie zdarzyło mi się, że słuchałem jakiegoś albumu w kółko, nawet nieświadomie. Mówiąc szczerze, muzyka Bonobo nigdy do mnie nie przemawiała, tzn. nigdy do niej nie wracałem, nie chwytała mnie na dłużej. Jednak to już czwarta rekomendacja Bonobo w historii Diggin, zatem coś w tej twórczości musi być. Swoją drogą cieszę się, że znowu mogę polecić coś z N...inja Tune.
Pewne jest, że od jakiegoś czasu Black Sands zapętla się u mnie w pracy i domu. Sprzyja skupieniu, kreatywności i dobremu samopoczuciu, rozmarzeniu. Muzyka, która moim zdaniem również świetnie sprawdziłaby się w długiej podróży, zakładając że nie siedzi się za kierownicą. Myślę raczej o dłuższych chwilach, kiedy gapisz się w okno i podziwiasz widoki, bo ta muzyka jest jak krajobrazy. Do tego to zdjęcie z okładki!
|
| | | tg | | | Komentuj [4] | | | | | | | | |   | | | Aardvarck Choice On 12 | | | Eat Concrete | | | Wydaje się, że co krok rodzą sie nowi i dosyć zachwycający bit-majstrzy, ja jednak nadal mam ulubione podwórka, które obserwuję i co jakis czas odnajduję produkcje, które sprawiają ze wracam tu i tam, po towar.
Holenderskie podwórko trzyma sie dobrze, imprezy odbywają się regularnie, są dobre przestrzenie, dobre soundsystemy i publika. To pobu...dzające! Aktywni wydają sie miedzy innymi Cinnaman - organizuje on sporo wydarzeń w ramach Viral Radio - ktory sprowadził ostatnio Dizz1 z LuckyMe czy Slugabed. Odchodzę może trochę od sedna, ale to zapewne po to, żeby wprowadzić w nastrój moich playlist ostatnich tygodni.
Wiadomo, że muzyka łagodzi obyczaje i pomaga w różnych codziennych czynnościach. Mi na pomoc przyszła świetna EPka, która jest połączeniem bitowego i tego elektroniczno-mrocznego - znanego z Cult Copy czy serii Bloom - brzmienia Ardvarck'a, połowy Rednose Distrikt.
Kawałek, który chce polecić szczególnie to "Je Bent Zelf Raar!", który oferuje kosmiczno kinematograficzny klimat, a zaraz po nim "Vinnik Zelf Lekker" - rozmyty i spokojny bit z padami w tle.
Cała EPka to świetna robota. Taki temat, który pasowałby na film o przygodach satelity która zboczyła z toru. |
| | | tg | | | Komentuj [3] | | | | | | | | |   | | | Tymanski Yass Ensemble Free Tibet | | | Biodro | | | Zdaje się, że należy rozprawić się z jednym mitem. Coraz częściej odnoszę wrażenie, iż Ryszard Tymon Tymański uznawany jest za niegroźnego świra i z tegoż samego powodu ignorowany. Można odpowiedzieć, że sam zainteresowany sobie na to zapracował czy też zasłużył. Czy słusznie?
Dla mnie Tymon jest człowiekiem pokroju Franka Zappy – oczywi...ście zachowując proporcje. Może to zbyt górnolotne porównanie, ale coś w tym chyba jest. Obydwaj w swej kontrowersyjności bardzo rzeczowi i skrupulatni. Każdą najdziwniejszą tezę potrafili racjonalnie uargumentować. Jednak wszystkie mądre słowa jakie padały z ich ust tkwią gdzieś w niebycie, a prym wiodą prowokacyjne wybryki i żarty.
Opinia publiczna chyba została zaskoczona niedawnym występem Ryśka (omen nomen) w show Kuby Wojewódzkiego. Mamy i babcie odchodziły od telewizorów oburzone obscenicznym zachowaniem jakiegoś brudnego typa w długich włosach, natomiast co bardziej świadomi chcieliby móc oglądać te kilka minut na youtubie kilka razy w tygodniu. To jest bowiem artysta za przeproszeniem pełną gębą. Nie pieprząca farmazonów głowa, a człowiek który ma coś ciekawego (wybitnego) do ‘powiedzenia’ od prawie dwudziestu lat. Daj Boże (sic!) by jego kolejne projekty zawładnęły społeczną świadomością, bo człowiek to na tyle niedzisiejszy (w dobrym tego słowa znaczeniu) by oprzeć się największym medialnym pokusom.
Mam nadzieje, że za lat 30 będziemy wyłuskiwać z jego ust każdy równoważnik zdania i beż żenady używać będziemy używać wobec niego określenia ‘autorytet’.
Tak samo jak występ u Kuby Wojewódzkiego jest tu najmniej ważny, tak samo jest z płytą „Free Tibet”. Wspominam tu o niej tylko dlatego, że łączy wszystkie trzy wspomniane elementy i sprowokowała mnie do pochylenia się nad tym ‘problemem’ i wyrażenia się w literkach.
„Free Tibet” może być bardzo irytującym krążkiem. W zasadzie każdy z 12 utworów stanowi jedynie zaczątek utworu – podrzucenie słuchaczowi tematu, który jest rozwijany na koncertach ensemble. W momentach, kiedy utwór zaczyna zmierzać do kulminacyjnego momentu, kiedy muzyka pięknie płynnie rozwija się i brnie niczym niepowstrzymana następuje chirurgiczne cięcie. Utwór się kończy, a nowy zaczyna. I tak 12 różnorodnych, pełnych pasji, soczystych, razów. „Green Tara” i „Bodhicitta” to absolutne numery jeden.
A najśmieszniejszy jest fakt, że trzeba bardzo mocno się starać by usłyszeć nuty samego Tymańskiego. O czym to świadczy? Pytanie otwarte.
Polecam nie tylko chwilę pomyślunku w temacie, ale przede wszystkim zapoznanie się z czymkolwiek pod czym istnieje podpis Ryszard T. To niczym symbol gwarancji wysokiej jakości. A także polecam jak powiedział klasyk „nie ruchać poniżej 23 roku życia’.
PS
Wspomniany kilkuminutowy występ telewizyjny pokazuje nie tylko stan umysłowy rodzimych celebrytów występujących w talk showach, ale i poziom ‘najlepszej’ stacji telewizyjnej na rynku. |
| | | małyTe | | | Komentuj [3] | | | | | | | | |   | | | My Toys Like Me Where We Are | | | Dumb Angel | | | Myspace, przynajmniej mi, kojarzy się jednoznacznie z zalewem przeciętnych projektów muzycznych. Ledwie ułamek procenta użytkowników dzięki temu serwisowi odniósł wymierny sukces. Teoretycznie majspejsem rządzi demokracja, jednak jak doskonały jest ten system wszyscy dobrze wiemy. Zespoły różnią niuanse, a o tym kto dzięki serwisowi zdobywa popularność i kon...trakt nie decyduje żadna logika. W tym muzycznym hyde park’u mimo wszystko można odnaleźć perełki.
Profil londyńskiego kwartetu My Toys Like Me to jeden z niewielu, którym nabiłem niezłe statystyki. Kibicuję im od samego początku, do tego stopnia, że w ubiegłorocznym podsumowaniu dla PR uznałem ich za moją osobistą nadzieje na 2009.
Ich muzyka może kojarzyć się z brzmieniem szwedki Lykke Li, jednak na głosie i jednym utworze („Sick Couple”) podobieństwa się kończą. My Toys Like Me są bardziej zwariowani, odważni, niektórzy używają też określenia ‘awangardowi’. Na wyspach mówi się o nich jako najciekawszym debiucie ostatnich lat. Z gracją łączą chwytliwe melodyjki z eksperymentami muzycznymi. Nic nie jest oczywiste, a niektóre połączenia brzmień przyprawiają o dreszcze. Potrafią wywołać łezkę, poderwać do szalonego tańca i po ludzku umilać czas.
Where We Are – debiut - ukazał się w maju tego roku - dopiero po trzech latach od wypuszczenia pierwszego kawałka – Sick Couple. W zasadzie przestałem liczyć, że kiedykolwiek ta płyta wyjdzie i może dlatego umknęła mi ta premiera w gąszczu innych. Plus jest chyba taki, że na jesień to krążek idealny. Bardzo różnorodny i rzec można kapryśny niczym pogoda. Raz słońce, raz deszcz.
Czy spełnili pokładane w nich nadzieje? Biorąc pod uwagę fakt, że prawdopodobnie tylko ja takie nadzieje pokładałem, stwierdzam, że TAK.
Żadna rewolucja, ale fani egzotycznego poczucia humoru chłopaków z Noze powinni być zadowoleni. |
| | | małyTe | | | Komentuj [0] | | | | | | | | |   | | | Fat Freddys Drop Dr Boondigga & The Big BW | | | 101 Distribution | | | Muzyka nowozelandzkiego kolektywu Fat Freddys Drop ma w sobie magiczną moc urzekającą nawet zagorzałych przeciwników jamajskich brzmień. Poza absolutnie mistrzowską mieszanką soulu i dubowej pulsacji, to dzięki prostocie i bezpretensjonalności podbili serca słuchaczy. Ich pierwszy LP „Based On A True Story” mimo upływu czasu nie traci i nie będzi...e tracić świeżości. Zmiany tonacji wciąż porywają do tańca, a subtelne wokale genialnego Joe Dukiego koją nerwy. Wspomniany debiut z 2005 w Polsce ukazał się po czterech latach od premiery światowej. Na 3 miesiące przed wydaniem drugiego znów rewelacyjnego longplaya. Lepiej późno niż wcale.
“Dr Boondigga & The Big BW” wreszcie jest i wynagradza długie wyczekiwanie! Trzeba przyznać, że panowie niespiesznie na swoim małym kawałku nowozelandzkiej rajskiej plaży wyklepali zestaw nieskazitelnych nut.
Ten sam niepowtarzalny vibe i brzmienie kolektywu pozostało. Jednak „Dr Boondigga & The Big BW” to płyta zupełnie różna od wcześniejszych dokonań zespołu. Dużo więcej elektroniki i bardziej piosenkowa (melodyjna) konwencja stanowią o stałym progresie. Dzięki zabawom z elektroniką materiał nabrał drapieżności, basy brzmią jeszcze głębiej. Rytmicznie jest znacznie żywiej niż kiedykolwiek wcześniej - do tego stopnia, że momentami (“The Wild Wind“, “Shiverman“) Dj Fitchie serwuje nam prawie house’owe metrum. Z piosenek najbardziej zaskoczyć może “Boondigga” - najbardziej popowy utwór w dorobku FFD. Jednak następujący chwile po niej “Pull The Catch” już uwodzi i wkręca jak najlepsze kawałki z „Based On A True Story”.
“Dr Boondigga …” po blisko dwóch tygodniach słuchania wciąż wydaje mi się krążkiem lepszym od poprzednika. Muzyzcznie panowie idą dalej niż kiedykolwiek i nie wiem czy w ogóle powinno się porównywać ich dotychczasowe nagrania. Jednak jako zachęta do przesłuchania chyba brzmi dobrze.
|
| | | małyTe | | | Komentuj [3] | | | | | | | | |   | | | Kyteman The Hermit Sessions | | | Kytopia | | | Przybliżyć sylwetkę tego Pana jest mi cokolwiek trudno. Google zwykle kieruje mnie na strony w językach, do których rozszyfrowania brak mi niestety skila - flamandzkim, niemieckim i sam Lucyfer wie jakim jeszcze. Wiadomo na pewno, że Kyteman to Colin Benders, holenderski grajek, mający zaledwie 21 lat (choć nawet i tu źródła były podzielone). Kyteman dmie ...w trąbę i (jeśli wierzyć informacjom o tym, że partie wszystkich instrumentów na rekomendowanej tu płycie nagrywał samodzielnie) wali w gary, plumka na klawiszach, robi nawet za całą sekcję smyczkową. My gościa przede wszystkim kojarzyć możemy z numerów C’Mon-a i Kypski-ego. Teraz natomiast, gdy do sklepów trafiła jego solowa płyta, pojawia się doskonała okazja, by jego działalność muzyczną sobie nieco przybliżyć.
The Hermit Sessions to bez dwóch zdań płyta eklektyczna. Ciepłe, soulowe wokale mieszać się tu będą z rapowanymi wersami. Pojawiająca się tu i ówdzie trąbka Colina kładziona będzie na leniwie płynące jazzujące melodie. Pierdzące syntezatory ścierać się będą z hiphopowymi podziałami perkusyjnymi, a co uważniejszy słuchacz wychwycić tu może nawet jakiś dubowy pierwiastek. Kyteman do przedstawienia swojej wizji hiphopu posługuje się w głównej mierze bogatą aranżacją, choć tam gdzie liryczny akcent ma być wyrazisty, a uwaga odbiorcy nie powinna być rozpraszana, muzyk nie unika pewnego ascetyzmu.
Płyta bardzo orzeźwiająca i przyjemna. Polecam.
Niżej link do pijackiego szlagieru, mojego faworyta:
http://www.youtube.com/watch?v=SpwIF6tkRl8
|
| | | en2ak | | | Komentuj [4] | | | | | | archiwum Albumy | |
| | | | | |  |  | | | Rap History Warsaw
"Rap History Warsaw" nie jest "kolejną hiphop'ową imprezą". Ma za zadanie popularyzację wiedzy o korzeniach i historii muzyki rap, począwszy od jej zarania, aż po czasy współczesne. Idea cyklu przywędrowała do Polski z Zurychu, gdzie odniosła niemały sukces. Następne odsłony wydarzenia miały miejsce w Berlin...ie, Bazylei i Monachium.
Dowiedz się więcej |
| | | tg | | | Komentuj [1] | | | | | | | |  |  | | | Premiera Małych Instrumentów
W sierpniu tego roku został nagrany debiutancki album grupy Małe Instrumenty, unikalnego w skali kraju projektu muzycznego, używającego do grania muzyki niewielkich rozmiarem instrumentów, grających zabawek i przedmiotów dźwiękowych. Album zawiera utwory autorstwa Juliana Józefa Antonisza – jednego z n...ajbardziej intrygujących reżyserów filmów animowanych. Odkrywana przez kolejne pokolenia twórczość Antonisza przypomina, że był on nie tylko nowatorskim reżyserem, wynalazcą, konstruktorem, plastykiem i filozofem – ale również muzykiem i kompozytorem.
Muzyka, którą można będzie usłyszeć na płycie, to jedenaście kompozycji pochodzących z filmów (powstałych w latach 1967-87) w nowych interpretacjach przygotowanych przez Małe Instrumenty. Przygotowane wersje utworów zostały oparte na oryginalnych zapisach nutowych, choć nie należy się po nich spodziewać tylko wierności oryginałom. Doświadczenia muzyczne wykonawców, specyfika instrumentalna zespołu i sposób nagrania dźwięku (zrealizowanego w obuszym studiu Rogalów Analogowy) dały ciekawy rezultat, który polecamy wszystkim słuchaczom.
Premiera płyty przygotowana jest na listopad 2009, nakładem wydawnictwa Antena Krzyku
http://www.maleinstrumenty.pl/
http://www.myspace.com/maleinstrumenty |
| | | jfk | | | Komentuj [4] | | | | | | | |  |  | | | Kixnare mówi Kollage!
Diggin poleca:
Za nazwą Kollage kryje się luźny projekt który tworzy grupa ludzi z Polski i świata. Głównymi inicjatorami przedsięwzięcia są rezydenci Krakowa: raper Koun, oraz producent Kixnare, a wynikiem tejże współpracy jest płyta "Volume 1".
Brzmienie projektu ciężko jednoznacznie... zaszufladkować, jest to przede wszystkim fuzja soulu i rapu, udekorowana licznymi eksperymentami. Inspiracje twórców oscylują wokół muzyki takich ikon czarnej muzyki jak Jay Dee, A Tribe Called Quest, Kev Brown, Pete Rock czy bardziej nowoczesnych Sa-Ra Creative Partners oraz Platinum Pied Pipers.
Producentem całości jest Kixnare. Wokalnie Kouna wspierają takie postacie jak Gloria Lama - piosenkarka ze Szwajcarii stanowiąca podstawę wokalną Kollage, Self Says - raper z Detroit znany dzięki EPce "Something out of Nothing”, Russel Tate - amerykański wokalista posiadający niesamowity głos i energię oraz znany polski raper z Warszawy - Numer Raz. Na singlu pojawi się również klubowy remix autorstwa warszawskiego kolektywu Club Collab. Warto wspomnieć o krakowskim Balsamstudio - odpowiedzialnym za design płyty.
Kollage "Volume 1" pojawi się na cd w nakładzie 500 sztuk. Dodatkowo nakładem Junoumi/Funky Mamas And Papas pojawi się siedmiocalowy winylowy singiel "Your Love is My Love". Terminy poki co są bliżej nieokreślone, ale na pewno będzie to przełom 2009/2010.
W temacie Kollage będziemy Was na bieżąco informować. Materiał robi wrażenie więc stay tuned! |
| | | małyTe | | | Komentuj [6] | | | | | | | |  |  | | | PLATEAUX @ CBA .01
Niektórzy nazywają owo brzmienie dubstepem; inni rozwodzą się nad jamajskimi korzeniami i spuścizną berlińskiego techno; nieliczni sięgają po tak wyszukane nazwy jak lazer bass czy mutant dancehall. Wszystkich ich jednak łączy miłość do niskich częstotliwości. Bas jest naszą religią!
King Cannibal o dźwiękach ...wprawiających podłogę w drżenie, a ściany w rezonans wie sporo, czego dobitny przykład dał na albumie wydanym niedawno pod skrzydłami Ninja Tune. Noszący tytuł zaczerpnięty z przemówień Jima Jonesa, debiutancki krążek jak burza przetoczył się przez prasę muzyczną zbierając najwyższe noty i entuzjastyczne recenzje, w tym samym czasie gdy potężne baseline’y, plemienne bębny i przerażające wokale przeszywały ciała słuchaczy na parkietach całego świata.
Lukid natomiast, podobnie biegły w operowaniu niskimi tonami, stoi jednak na przeciwległym końcu młodej, elektronicznej sceny. Utkane z sampli, misternie ułożone kompozycje bardziej niż parkietową energią i dźwiękową agresją, tętnią rozedrganym hip-hopowym rytmem i miejską melancholią. Setki mikro-próbek złożyły się na dwa albumy opublikowane przez Werk Discs. Oba szybko przyniosły dziesiątki pozytywnych recenzji.
Przedstawiciele Wielkiej Brytanii w asyście reprezentującego gdyński Comicscope Alcay’a, związanego z białostockim Metrem Kooli i odpowiedzialnego za adaptery w projekcie kIRk DoT.BoY’a, rozpoczną nowy cykl imprez w Centralnym Basenie Artystycznym. Wspierać ich będą zaprzyjaźnieni z CBA artyści wizualni. Na dwa tygodnie przed tegoroczną edycją toruńsko-bydgoskiego, audiowizualnego festiwalu ekipa Plateaux postanowiła przeczyścić płyty, sprawdzić kable i przygotować uszy do przyjmowania zwiększonych dawek decybeli.
Ci którzy tęsknili za pruderyjnymi czasami, ci, którym nie w smak wycieczki basem podyktowane, ci dla których zgrzyt jest melodią, a hałas ciszą. Naprzód wszyscy! „Onward Vultures”! „Onandon”!
/audio
KING CANNIBAL [ninja tune]
LUKID [werk discs]
KOOLA [audiosfera]
ALCAY [comicscope]
DOT.BOY [kirk.band]
/video
AR2 [chorus]
QBA
A2XD [microkino.pl]
IK [sala nr 6]
KAPSLOK
Centralny BASEN Artystyczny
Marii Konopnickiej 6
Warszawa
start: 22:00
wjazd: 25 PLN / 30 PLN (po 23:00) |
| | | yac | | | Komentuj [4] | | | | | | | |  |  | | | Premiera CO - Verge (Qulturap)
"Verge" to drugi album Maćka Kujawskiego aka CO. Pierwszy - "!COMOC" (2004 Mik.Musik) spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, zarówno krytki (m.in. w brytyjskim The Wire), jak i odbiorców. Pojawiły się opinie, że jest to prawdziwa, a nawet doskonała alternatywa dla zwyklego hip hopu.
Następnie pows...tały dwa wydawnictwa w formie albumów mp3 - "VOCVOCVOC" oraz "King's Meal". W międzyczasie CO wraz z Piotrkiem Połozem aka Deuce założyli zespół Cobula o punkowo-klubowo fristajlowym zacięciu, oprócz tego CO jako Sergio Oo Aaaa rozgrzał nie jeden polski parkiet swoimi setami, łączącymi klasyki hip hopu z mocną i szybką muzyką klubową.
2009 rok to powrót CO do deformowania hip hopu, czego efektem będzie wydany nakładem Qulturap album Verge - premiera 14 września. Sam autor mówi, że wszystkie teksty oparte są na faktach, na prawdziwych przeżyciach i emocjach. Album Verge jest historią, która miała miejsce w trakcie nagrywania pierwszej wersji płyty. "Opowiedzenie o tym stało się dla mnie obowiązkiem. Tu nawet nie chodzi o bycie szczerym, ale o wyrzucenie, pozbycie się tej dręczącej historii... chociaż w małej części" - mówi CO. Verge jest spójną całością, jest muzyczną ilustracją zbrodni, opowiadanej przez samego sprawcę. Początek płyty to narastające z utworu na utwór napięcie, wywołane strachem, wyrzutami sumienia z powodu pragnienia czegoś strasznego i niedozwolonego, ale to tylko chwila słabości...zaraz po tym pojawia się fascynacja kobietą, ekstaza nią, jej ciałem, wszechogarniająca potrzeba posiadania...pragnienie poznania jej prawdziwego smaku. Bohater nie potrafi się powstrzymać..i...dokonuje zbrodni...ćwiartuje..wekuje...tkwi w
wewnętrznym chaosie, amoku..nie ma kontroli nad sobą, nad swoim ciałem, umysłem... zaczyna przygotowania do uczty, a potem jest już sam posiłek...szaleńcze obżarstwo... ekstaza wywołana bliskością ciała...zostaje sam tłuszcz...kiedy świadomość wraca nachodzi go panika...ale to już koniec..nic nie zostało. |
| | | jfk | | | Komentuj [5] | | | | |
| |
|